Pisarz Yaenho siedział przy stole i w świetle przedpołudniowego słońca przepisywał dane do ksiąg. Mimo, że była dopiero godzina czwarta, światło wpadające przez okno było dosyć jasne, a momentami nawet raziło starca.
Jego żona nie żyła od dwóch lat, a służącą zwolnił wkrótce po owdowieniu. Jego dość pokaźnych rozmiarów dom wypełniały teraz głównie stare rupiecie, pustka i przejmująca cisza. Od wielu tygodni wiekowy elf siedział nad kartami i wykonywał swoje obowiązki. Nie odwiedzał go nikt oprócz nielicznych sąsiadów, którzy przychodzili zgłosić sprzedaż pola, narodziny dziecka czy pomór w stadzie. Samotność już dawno przestała mu doskwierać.
Spokój przerwało pukanie do drzwi. Starzec otworzył je z odległości – tyle wciąż pamiętał z nauk, które odebrał przed laty od maga z Akademii.
– Ko Homyu, Pisarzu.
– Ko Homyu, Minu. Jak się czuje żona?
– A dobrze, dziękować.
– Przyszedłeś coś zgłosić?
– Nie. Przyszedłem zadać pytanie.
– Pytanie? O urodzenia, zgony, stan posiadania, pogłowie?
– Nie takie pytanie. To pytanie nie daje mi spać po nocach.
Yaenho bardzo się zdziwił. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś potrzebował czegoś więcej, niż jego ksiąg.
– Co więc chcesz wiedzieć?
– Jak się to zaczęło?
– To?
– Skąd się wzięli ludzie na Kontynencie?
Pisarz podniósł z półki zakurzony tom i otworzył pośrodku.
– Usiądź więc i słuchaj. Wszystko zaczęło się jakieś półtora tysiąca lat temu, w roku, który nazwano pierwszym Drugiej Ery. Zwiadowcy z królestwa Arraedonu zauważyli kilka okrętów cumujących przy wschodnim wybrzeżu. Zaniepokoiło to mieszkańców królestwa, jednak na początku nie zrobili nic z przybyszami. Po kilkunastu latach z ich obozowisk zaczęło powstawać miasto, nazwane później Dally. Posłańcy wysłani przez Arraedon nie byli w stanie dowiedzieć się, jakie intencje mają przybysze. Nie zagrażali jednak ziemiom królestwa, więc niczego z tym nie zrobiono.
Problemy zaczęły się jakieś 40 lat później. Po drugiej stronie przylądka Edae zacumował wielki okręt, który dowiózł na Kontynent stu zbrojnych i ich dowódcę – Nythera. Żołnierze stworzyli twierdzę nim władca Arraedonu zdążył zauważyć. Niedługo później zaczęły się najazdy na Królestwo. W ciągu roku dołączyły dwa kolejne oddziały, którymi dowodzili Rayoh i Carthen. Oni, wraz z Nytherem, zwani są przez ludzi Wielkimi Dowódcami, a przez nas – Wielkimi Mordercami. W 60 roku Drugiej Ery wypowiedzieli oni nam wojnę. Mimo walki na własnym terytorium i potężnego hartu ducha nasi wojownicy nie dali sobie rady z najeźdźcami, którzy przezwyciężyli nas technologią – ich miecze były ostrzejsze, a zbroje twardsze. Wojna zakończyła się po dwóch latach. Jej zwieńczeniem była Pożoga, podczas której spalono Dorę, stolicę Arraedonu. Wielu elfów zginęło w płomieniach.
– Wielka tragedia, wielka tragedia…
– Pozostałe Królestwa Południa, a także Wielki Sapiarchat przestraszyły się potęgi stworzonej przez Dowódców i ich obranego Cesarza, więc nie podejmowali nawet próby walki. Na szczęście udało się ustalić granicę między Południem a Wschodem. Z czasem na kontynent przybyło więcej kolonistów i stworzyli królestwa na całym obszarze, który im przypadł. Od tego czasu nazywamy siebie Ludem Południa, a ich Ludem Wschodu.
Dopiero po wielu latach okazało się, że pochodzą z kilku wysp na odległym wschodzie, ale utracili kontakt z dawnym domem.
– Są jeszcze, ci, jak im było…? Ludzie Północy? Kiedy oni przybyli?
– Oni? Niedawno, za mojego życia. Byłem wtedy jeszcze dwudziestoletnim chłopcem i niewiele pamiętam, ale opowiem Ci historię, którą znam od rodziny. Przybycie Ludzi Północy nie było nawet w połowie tak dramatyczne, jak Ludu Wschodu. Nikt do końca nie wie, kiedy pierwszy raz się pojawili, ale było to jakichś kilkanaście lat po Wielkiej Unii.
– Wielkiej Unii?
– Wielka Unia to pakt podpisany przez Cesarstwo Revenith i Wielkie Miasto Aggermaille. Była tak nagłą zmianą w układach siły na Wschodzie, że od tego czasu mówimy o Trzeciej Erze w Kalendarzu.
– Dziękuję, mów dalej.
– Tak więc Ludzie Północy przybyli na Kontynent kilkanaście lat po Wielkiej Unii. O ich istnieniu dowiedzieli się podróżnicy, którzy zapuścili się tak daleko na nieprzyjazną, mroźną Północ. To, co ujrzeli w niewielkich wioskach dzikiego ludu przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Plemiona Północy lubują się w brutalnych walkach niemalże nagich mężczyzn, noszeniu wielkich głazów i piciu Miodu, który z miodem ma niewiele wspólnego.
Na Kontynencie podzieleni są na cztery plemiona, które można rozpoznać po tym, co mają namalowane na ciele: Koro, Ukhwa, Kekoro i Nekothuy. Tyle czasu poświęcają na walki między sobą, że jak dotąd nigdy nie wypowiedzieli wojny Wschodowi. Czasami zdarza im się jednak organizować grabieże w wioskach przy granicach.
Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
– Na razie to wystarczy. W końcu będę mógł zasnąć. Dziękuję.
– Polecam się.
– Do widzenia, Pisarzu.
– Do widzenia, Minu.
Starzec usiadł i wrócił do uzupełniania swoich ksiąg. Minu natomiast wyszedł z domu pisarza i poszedł przed siebie. W jego głowie pozostawało jedno pytanie, którego nie śmiał zadać uczonemu sąsiadowi, bo nawet on nie znalazłby odpowiedzi.
Kim jest człowiek?