Cierpliwość to cnota

Grada, 312 rok III Ery

– Panie starszy, jeśli łaska, dolej wszystkim wina! – krzyknął Koden, jeden z grupy mieszańców, którzy spędzali kolejny wieczór w karczmie, jako, że akurat nie mieli niczego poważniejszego do roboty.

– Oczywiście, służę – odpowiedział natychmiast karczmarz.

– Pięknie, zaraz zaczniemy szóstą kolejkę. Mógłbym całe dnie spędzać w tym miejscu. Żyć nie umierać, przyjaciele! – powiedział Jaennu, drugi mieszaniec.

– Hej, a tamten, to kto? Siedzi sam przy stole – zauważył trzeci z grupy, Nedo, wskazując dłonią rzeczonego samotnika.

– Wariat z Północy. Przyjechał tu pewnie z dziesięć dni temu, od tego czasu na zmianę pije i bije. Mamy szczęście, że akurat jest zajęty tym pierwszym – odpowiedział mu Koden.

– Co on tam właściwie ma za trunek? Chyba nie wino, coś za blade. I jakieś dziwne naczynie zamiast dobrego kubka – zdziwił się Nedo.

– To? To jest Miód Północników, ich ulubiony napój. Właściwie jedyny, bo inne są zbyt słabe, żeby na nich działać. Dla pozostałych ludzi jest niebezpieczny. Sam kiedyś spotkałem kilku przybyszów z Północy, zaprosili mnie do wspólnego świętowania. Wychyliłem czarkę Miodu. Obudziłem się rano na ulicy, z kociokwikiem większym niż kiedykolwiek, a bez spodni i godności. Od tego czasu nie dotykam tego świństwa – powiedział Koden.

– Miód? To się naprawdę robi z miodu? – zdziwił się Jaennu.

– Nie, jedyny miód jest w nazwie. Sam nie wiem, czemu tak mówią na ten trunek. Może dlatego, że jest z roślin – odpowiedział Koden.

– Jak każdy trunek. Jak oni to w ogóle robią? – spytał Jaennu.

–  Specjalistą nie jestem, ale powiem, co wiem z podróży – odparł Koden. – Na początku trzeba zebrać naen, zioło rosnące na Północy. Można go poznać po dwóch okrągłych liściach na cienkiej łodydze. Świeży naen w dużej ilości trzeba rozetrzeć kamieniem, a potem wrzucić do kotła z odrobiną czystej wody. Taką mieszankę gotuje się przez kilka godzin nad ogniem, aż powstanie jedna, gęsta masa. Zasypuje się ją popiołem z ognia, a potem stawia w piwnicy albo spiżarni i czeka, aż zacznie wydzielać woń tak silną, że wydaje się, że ktoś w tym pomieszczeniu umarł. Wtedy kładzie się płótno na wierzchu beczki i wyrzuca breję, żeby czysta ciecz mogła spłynąć, zostawiając odpady. Potem dodaje się kilka garści suszonego ziela karo. Nie chcecie próbować, jest tak diabelnie gorzkie, że po zjedzeniu szczypty przez pół dnia nic nie smakuje dobrze. Na koniec zamyka się beczkę i zapomina o napoju, aż zajdzie potrzeba wypicia go. A zajdzie dosyć szybko.

– Nigdy chyba nie zrozumiem tych dzikusów – skwitował Nedo.

– Panie starszy, gdzie nasze wino?! – krzyknął poirytowany Jaennu.

– Zaraz niosę, cierpliwości! – odkrzyknął karczmarz.

Cierpliwości. Cierpliwość to cnota, mówią. Jeśli to prawda, to wszyscy w tej karczmie są niecni ponad wszelką miarę. Może wino i Miód przywrócą nam choć trochę prawdziwego, ludzkiego dobra?