Pora na kolejną opowieść. O czym by tu… Wiem. Opowiem wam historię o najsprytniejszym kupcu w historii, któremu udało się sprzedać głowę Cesarza.
Co? Jak to? Cesarza?
Tak, prawdziwego! Posłuchajcie wszystkiego od początku. W czasach, gdy nikt nie wiedział jeszcze, co jest za oceanem…
***
Hanthenvear i Annyeohan, 310 rok I Ery
W Hanthenvearze żył kupiec, który handlował srebrem. Cieszył się szacunkiem wśród kolegów po fachu, a klienci zawsze chwalili jego usługi. Miał duże szczęście – często trafiał na korzystne kontrakty, a rzadko miewał problemy ze złodziejami i oszustami.
Pewnego dnia postanowił zwiększyć swoje możliwości. W tym celu chciał kupić okręt do przewożenia towaru przez zatokę. Nadał list z prośbą o pożyczkę do banku w Annyeohan, w Sapiarchacie Południa. Niedługo później dostał skrzynię z pieniędzmi i list z informacjami o terminie spłaty. Poszedł z pieniędzmi do szkutnika i zamówił niewielki statek.
Problem zaczął się, kiedy nadszedł czas na zwrot pożyczki. Kupiec nie miał od dłuższego czasu większych zamówień, więc nie było go stać na spłatę. Nie chciał jednak poddawać się bez walki. Wpadł na rozwiązanie, które miało mu pozwolić na pozbycie się wierzyciela, zgodnie z prawem i prawie całkowicie za darmo.
Napisał i nadał dwa listy. Pierwszy dał jednemu posłańcowi wraz z małą paczką, którą polecił w pierwszej kolejności dostarczyć znajomemu, który mieszkał na północy Cesarstwa. Drugiemu z kolei dał sam list, i nakazał jak najszybciej dostarczyć do Annyeohan.
Urzędnik w Banku Akademii odebrał kilka dni później następujący list:
“Panowie,
w ostatnim liście nastąpiła pomyłka, za co uprzejmie przepraszam. Proponuję więc zmianę sposobu spłaty: dostarczę skrzynię z towarem o wartości równej kwocie kredytu. Skrzynia ta jednakowoż znajduje się w innej części Cesarstwa, więc potrzebuję czasu, aby ją zdobyć.”
Urzędnik zdziwił się. Nie pamiętał żadnego wcześniejszego listu od kupca, poza tym, w którym prosił o kredyt. Poradził się swojego przełożonego, uczonego z Akademii. Ten kazał mu dać taką odpowiedź: “Nie zgadzamy się na taki sposób zwrotu. Prosimy o spłatę zgodnie z wcześniejszą propozycją.” Urzędnik podpisał pismo, wypalił na kartce znak Banku i natychmiast nadał.
Trzy dni później otrzymał kolejny list od tego samego nadawcy, z datą wcześniejszą o dwa dni, niż poprzedni. Posłaniec przeprosił za opóźnienie spowodowane trudną dostawą innej przesyłki. Kiedy urzędnik otworzył list, zamarł. Treść była taka:
“Panowie,
niestety nie posiadam w tej chwili wystarczających środków, aby spłacić zobowiązanie. Wiem, że nie mogę Panów prosić o zmianę terminu, ponieważ nie pozwalają wam na to zasady. Proponuję więc w zamian inną formę spłaty. Chciałbym zaoferować Panom towar o wartości większej, niż należna kwota: Akaeryo, Cesarza Envearu. Mam nadzieję, że odpowiada Panom ta propozycja.”
Urzędnik natychmiast pobiegł do przełożonego, żeby zapytać, co czynić. Ten nie miał żadnego pomysłu na wyjście z sytuacji. Sprawa przechodziła między urzędnikami i uczonymi, aż trafiła do samego Sapiarchy Południa. Ten zawyrokował, że Bank jest zobowiązany przyjąć tę formę spłaty, ponieważ tak mówi pismo ze znakiem, a ze względu na sytuację polityczną Sapiarchat nie może w tym momencie zażądać wydania należnego Cesarza.
Urzędnika nigdy więcej nie widziano w pracy. W księdze z regułami pracy w Banku Akademii pojawiła się na zawsze nowa zasada: “nigdy nie wolno odpowiadać na listy nie przeczytawszy ich przedtem”.
A kupiec?
Kupiec został z pieniędzmi i statkiem i do końca życia handlował. Nie powinniście robić tego, co on, ale musicie przyznać, że taki spryt zdarza się raz na wiele pokoleń.