Ja, człowiek

Jest już późno, powinniśmy iść spać.

Opowiedz jeszcze jedną historię, proszę!

No dobrze, może być jeszcze jedna. Będzie to moja ulubiona opowieść, najpiękniejsza ze wszystkich, które znam, choć dawniej wcale jej nie lubiłem. Opowiem wam o sobie. Wszystko zaczyna się w czasach bardzo niedawnych, choć może się wam wydawać, że wszystko to było wieki temu…

***

Prowincja Akae, 87 rok III Ery

Urodziłem się w niewielkiej wiosce na południowy wschód od As-Akae. Moja rodzina od dawna zajmowała się rolnictwem. Wiodło nam się dobrze. Los nie był jednak zbyt łaskawy. Mój ojciec nagle zachorował i zmarł, kiedy miałem dziewięć lat.

Resztę dzieciństwa spędziłem u wuja, który był kowalem. Musiałem przez całe dnie pomagać mu w wykuwaniu szabel i włóczni. Bardzo szybko zainteresowałem się bronią i w wolnym czasie prosiłem wuja, aby pozwolił mi pożyczyć którąś z broni odłożonych na sprzedaż i trenować technikę walki. Jeśli klinga uszczerbiła się lub pobrudziła, musiałem sam ją czyścić i ostrzyć, jednak było to warte godzin spędzonych na ćwiczeniach. W kilka lat udało mi się opanować wiele elementów techniki.

Kiedy tylko skończyłem piętnaście lat, poszedłem do miasta i zgłosiłem się do wojska na szkolenie. Zamieszkałem w koszarach i od tego czasu mogłem poświęcić się jedynie nauce fechtunku, taktyki i sztuki przetrwania, a nie musiałem już zajmować się pracą w kuźni. Choć szkolenie często nie było łatwe, a nauczyciele wiele wymagali od kadetów, uczyłem się jak najpilniej, aby móc dołączyć do armii.

W końcu nadszedł dzień egzaminu, takiego, o jakim już wam mówiłem. Zadania, które przyszło mi wykonać, były trudne, ale udało mi się z powodzeniem zakończyć każde z nich. Udowodniłem, że jestem zdolny, aby stanąć na polu bitwy. Niedługo później złożyłem przysięgę przed wysłannikiem Cesarza i zostałem żołnierzem.

Szybko otrzymałem swoją okazję, aby sprawdzić się w prawdziwej walce. Cesarz Ludzi przysłał do Envearu list z prośbą o wsparcie w tłumieniu rozruchów Ludzi Północy na wyspie Koro. Mój oddział znalazł się wśród tych, które wyruszyły na Północ. Była to bardzo trudna wojna. Przeciwnicy często poruszali się w małych, trudnych do znalezienia grupach i potrafili zaskoczyć nas na szlaku. Poza tym, cały czas doskwierał nam chłód Północy, niespotykany w naszej części świata. Jedyne, co pozwalało nam przetrwać ten czas, to wieczory. Rozpalaliśmy ogień, aby choć trochę ogrzać się w mrozie, siadaliśmy przy nim wspólnie i opowiadaliśmy historie. Każdy dzielił się opowieściami, które poznał w swoich okolicach. W ten sposób usłyszałem wiele z historii, które wam dzisiaj opowiedziałem.

W końcu udało się rozwiązać sytuację, a nam pozwolono wrócić do ojczyzny. Byliśmy bardzo zadowoleni z powrotu i z chęcią podejmowaliśmy zadania w Envearze, często powtarzalne i żmudne. Jako że nie trwała żadna wojna, mieliśmy więcej wolnego czasu, który poświęcaliśmy na gry i wyjścia do miasta. Podczas jednej z wypraw na targowisko zobaczyłem ją, najpiękniejszą z kobiet, która dziś jest waszą babcią. Od razu poprosiłem jej ojca o zgodę na ślub. On, dowiedziawszy się, że jestem żołnierzem i weteranem wojny, chętnie się zgodził. Trzy dni później poślubiłem ją. Kupiłem niewielki dom na obrzeżach miasta, aby miała gdzie mieszkać. Wróciłem do służby, jednak odwiedzałem ją tak często, jak tylko mogłem. Na szczęście los nie zesłał na mnie kolejnej wojny i do końca służby mogłem pozostać w pobliżu As-Akae. Kiedy jeszcze byłem w wojsku, urodził się mój najstarszy syn, wasz wuj. Kiedy zakończyłem służbę, za zgromadzony żołd zbudowałem nowy dom – ten, w którym teraz jesteśmy. Na emeryturze doczekałem się jeszcze trójki dzieci, wśród nich waszego ojca.

***

As-Akae, 217 rok III Ery

Teraz jestem tutaj, we własnym domu, wśród rodziny, przy domowym ogniu. Mam wszystko, czego może żądać człowiek. Życzę wam, aby i wasza opowieść tak się zakończyła! A teraz, idźcie spać, dzieci. Ogień już dogasa.

***

Warszawa, 31 października Roku Pańskiego 2020

Ogień już dogasł. To ostatnia opowieść z Cesarstwa. Trzeba pozwolić jednym bohaterom odejść, aby inni mogli ujrzeć światło dzienne. Świat dalej się rozwija, więc możecie wkrótce spodziewać się kolejnych historii, ale tym razem z wielu innych części Kontynentu: Wysp, Uskoku, Gór, Wschodu i Północy.

Październikowe wyzwanie nie było łatwą drogą. Musiałem znajdować czas na pisanie, mimo tego, że cały czas trwa nauka, i to do matury. Niemniej, jestem zadowolony z tego, że udało się dotrzeć do końca i stworzyć tyle nowych elementów dla Aedilër. Wkrótce możecie się spodziewać czegoś specjalnego, związanego z wyzwaniem.

To, co zdarzyło się w tym miesiącu, nie byłoby możliwe bez innych ludzi. Po pierwsze, dziękuję Piotrowi, który przygotowywał ilustracje do wszystkich tekstów, często o nieludzkich godzinach. Po drugie, dziękuję Julii, której zawdzięczam listę inspirujących promptów. Po trzecie, dziękuję dziesiątce subskrybentów, którzy codziennie poświęcali czas na przeczytanie nowego opowiadania. Po czwarte, całej Conworldawce za zwrócenie uwagi na poszczególne teksty.

Widzimy się w kolejnych tekstach, które na pewno powstaną. Ande ko Homyukann Hanaeryo jae konsae ko Konsaekann jae Tenveann Hanaeryo!