O czym jeszcze mógłbym wam opowiedzieć… Wiem! To stara i prawie zapomniana historia, choć w swoim czasie mówiło o niej całe Cesarstwo. Znacie historię Zielonych Łowców?
Kiedyś słyszałem, ale nie pamiętam, o co chodziło.
W takim razie chętnie wam o wszystkim opowiem. Historia zaczyna się w dawnych czasach, kiedy na Dwóch Przylądkach dopiero powstawały pierwsze osady…
***
Prowincja Akae, 263 rok II Ery
Żołnierze z garnizonu niedaleko As-Akae jak zawsze wyruszyli na patrol w okolicznych lasach. Dzień wydawał się całkowcie normalny. Słońce świeciło wysoko na niebie, a cały las był niezwykle gorący i duszny, a w okolicy brakowało jakiejkolwiek wody, która mogłaby dać choć odrobinę wytchnienia. Żołnierze myśleli ciągle o tym, żeby jak najszybciej wrócić do swojej kwatery, w której było chociaż trochę chłodniej, niż wśród drzew.
W końcu stało się coś, co przerwało letarg oddziału. Jeden z żołnierzy krzyknął:
– Dym! Dym na polanie!
Dowódca oddziału nakazał natychmiast ustawić się w szyku i cicho zbliżyć się do źródła dymu. Podszedłszy do polany, zauważyli tam grupę ludzi zgromadzonych wokół ogniska, na którym piekło się mięso. Choć starali się poruszać tak cicho, jak to możliwe, uważny strażnik obozowiska zauważył obcych. Natychmiast zareagował:
– Stać! Kto idzie?
Dowódca oddziału nie chciał dać się zastraszyć, więc odpowiedział:
– A kim wy jesteście?
– A kim wy jesteście, żeby nas pytać?
– Jesteśmy z cesarskiej armii i w imieniu Cesarza żądamy, abyście podali swoje imiona!
– My jesteśmy strażnikami tego lasu! Nie musimy wam podawać swoich imion, bo nami rządzi jedynie porządek natury!
Po tych słowach dwaj z obozu wzięli łuki i naciągnęli je, a reszta dobyła mieczy. Członkowie oddziału zasłonili się tarczami i wycofali się w głąb lasu. Natychmiast wrócili do koszar i opowiedzieli komendantowi garnizonu o tym, co odkryli. Komendant wezwał posłańca i dał mu list adresowany do głównej kwatery cesarskiej armii w Hanthenvearze z pytaniem, co należy czynić.
Nim otrzymał odpowiedź, zaczęły spływać wieści z różnych części kraju. W lasach pojawiało się coraz więcej grup, które twierdziły, że służą naturze i Cesarz nie ma nad nimi władzy. Używali wobec siebie różnych nazw, jednak zapamiętano ich przede wszystkim jako Zielonych Łowców.
Cesarz zarządził, aby żołnierze szukali ukrywających się w lasach bandytów, poruszając się przy tym w większych grupach, niż zazwyczaj. Mimo tego, że odnaleziono wiele band, a ich członków pojmano lub zgładzono na miejscu, polowania nie przyniosły oczekiwanego skutku. W końcu zbuntowani mieszkańcy lasów stali się plagą w całym Envearze.
Cesarz, spytawszy o radę uczonych, stworzył nową strategię. Ogłosił, że wypłaci nagrodę za dostarczenie leśnych owoców, grzybów i upolowanej zwierzyny. Mieszkańcy wyruszyli więc do lasów, aby zbierać i polować. Plan zadziałał tak, jak było zamierzone. Bandyci wkrótce zaczęli wychodzić z lasów, aby w innych miejscach szukać zasobów do życia. Na otwartym terenie żołnierze mogli dużo łatwiej zatrzymać bandy, które zaczęły okradać domy i gospodarstwa. Po kilku latach udało się właściwie całkowicie pozbyć problemu.
Jeśli ludzie zebrali tyle owoców i tak dużo polowali, to jak rośliny i zwierzęta przeżyły?
Przyroda jest o wiele mądrzejsza i sprytniejsza, niż mogliby pomyśleć nawet członkowie Zielonych Łowców. Zawsze znajdzie jakieś wyjście z sytuacji. Zwierzyna przetrwała w norach i jamach, a rośliny jako niewielkie siewki, których nikt nie zrywał. Po wszystkich tych zdarzeniach lasy były w tak dobrym stanie, jak przed.
Znowu mnie zaskoczyłeś.