Medalion

Yutemyeo, młody południowiec, stał w przedsionku rodzinnego domu. Miał już przy sobie przygotowany pakunek z najważniejszymi rzeczami osobistymi, monetami i prowiantem na kilkudniową podróż.

– Już pora. Będę wyruszał – oznajmił rodzicom.

– Zaczekaj chwilę, jeszcze jedno – powiedział ojciec.

Dorosły mieszkaniec Sapiarchatu Wschodu poszedł do sąsiedniego pomieszczenia. Po chwili wrócił z błyszczącym przedmiotem w dłoni.

– Co to jest? – spytał młodzieniec.

– Wyruszasz na długo. Będziesz studiował w Akademii, a potem będziesz służył państwu do końca życia. To ważne i trudne zadanie. Dlatego postanowiłem dać Ci ten medalion. Jest w nim portret Twoich protoplastów i dewiza klanu. Ale to nie wszystko. Medalion jest zaklęty. Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w opałach i nie będziesz w stanie sam się obronić, chwyć go w dłoń, a jego moc Ci pomoże.

– Dziękuję, Ojcze. Na pewno będzie mi przypominał o domu. Teraz czas, żebym ruszał. Do widzenia.

– Do widzenia. Wróć, kiedy będziesz mógł.

– Na pewno tak zrobię.

Yutemyeo przekroczył próg i poszedł przed siebie. Świat na niego czekał.

***

Yutemyeo ukończył Akademię z wyróżnieniem. Wiele instytucji państwowych i prywatnych chciało nawiązać z nim współpracę. Ostatecznie zdecydował się dołączyć do wywiadu Sapiarchy Wschodu. Obiecywano mu satysfakcjonującą, odpowiedzialną pracę i dochody wiele powyżej przeciętnych.

Od początku świetnie radził sobie z powierzonymi zadaniami. Zdobywał wartościowe informacje zarówno na temat działalności innych państw, jak i postępów kolonizacji wschodniej części Aedilër. Dzięki swoim dokonaniom w ciągu kilkunastu lat został jednym z najbardziej cenionych agentów Stolicy. Powierzano mu najbardziej odpowiedzialne misje, od których zależał czasem los państwa.

Nie spodziewał się jednak, że największe kłopoty spotkają go podczas bardzo prostej misji. W roku, który nazwano potem 58 II Ery, został wysłany na południe Sapiarchatu, aby zebrać raporty od istniejących od niedawna kolonii. Popłynął statkiem wzdłuż przygranicznej rzeki do jeszcze niepoznanych rubieży dalekiego Wschodu. Wszyscy zarządcy kolonii byli przygotowani na jego wizytę, przyjęli go z honorami i przekazali wszystkie konieczne dokumenty i poufne informacje, których nie można powierzyć kartom.

Nagła zmiana nastąpiła w jednej z wiosek, które poszukiwały obszarów rolniczych. Otrzymawszy raporty, Yutemyeo postanowił pozostać we wsi do rana, aby móc ruszyć w dalszą podróż. W godzinach wieczornych do wioski przybyły tajemnicze postaci, dzikusy z innej krainy (okazali się oni potem nieznanymi jeszcze południowcom Ludźmi Wschodu, ale Yutemyeo nie miał się o tym dowiedzieć). Przybysze zabrali ludność wioski ze sobą, dając przedtem kwadrans na zabranie swoich rzeczy osobistych. Agent jako jedyny został pochwycony, ponieważ miejscowi wydali jego tożsamość.

W obozie dzikusów zaprowadzono go przed duży namiot. Strażnicy odebrali mu wszystko, co przy sobie miał. Widząc, że sytuacja jest trudna, Yutemyeo chwycił mocno swój medalion. Strażnik kazał mu odłożyć przedmiot na ziemię, ale on odmówił, mając to za sprawę honoru. Zbrojny próbował go uderzyć płazem miecza, jednak wtedy ukazała się moc medalionu. Dzikus padł rażony jakby gromem, ale widać było, że nie umarł na miejscu. Widząc zajście, jeden z dowódców wpadł w szał. Południowiec został uderzony chmurą płomieni, która powaliła go na ziemię. Był przekonany, że cokolwiek się stanie, nie może porzucić daru swojego ojca. Z przerażeniem patrzył, jak stary dzikus podchodzi do niego z partyzaną i uderza w przedramię. Choć starzec boleśnie odczuł moc medalionu, dłoń, w której Yutemyeo trzymał medalion, oderwała się od reszty ciała, a rana zaczęła krwawić.

Przynajmniej nie wydobędą sekretów z moich zwłok. Ojcze, jeśli żyjesz, zawiodłem, ale Twój dar był przy mnie do końca.