Pal to, cioto!

Odejdźmy od wojennych tematów i powróćmy do czegoś bardziej pokojowego. Mam pomysł. Słyszeliście kiedyś o kanime?

Chyba tak, chodzi o te dziwne liście, które wielu ludzi pali?

Tak, to właśnie to. Opowiem wam o tym, skąd się wziął ten zwyczaj i na czym dokładnie polega.

Brzmi jak coś ciekawego, opowiadaj!

Już, już! Było to w dawnych czasach, kiedy na Wschodzie nie było jeszcze Trzech Twierdz…

***

Prowincja Suhatta, 2341 rok I Ery

Trzej myśliwi jak co dzień wyruszyli do lasu, aby szukać zwierzyny. Niestety, tego dnia nie mieli zbytniego szczęścia. Udało im się jedynie złowić kilka sztuk drobnej zwierzyny i dwa ptaki, ale nie natrafili na żadnego grubego osobnika. Byli z tego niezadowoleni, ponieważ w tamtym czasie ich przetrwanie zależało od tego, co uda im się upolować każdego dnia; nie mieli zbyt wielu oszczędności.

Po południu, kiedy byli głęboko wśród drzew, nadeszła gwałtowna burza. Jedna z błyskawic uderzyła niedaleko od nich. Krzewy natychmiast zajęły się ogniem. Płomienie szybko dosięgnęły niewielkiego krzaka tansae, zioła powszechnie używanego w leczeniu przeziębienia. Myśliwi poczuli w tym momencie przyjemny zapach i poczuli dziwny spokój. Zdziwiła ich ta sytuacja, ale po pewnym czasie o niej zapomnieli.

Po kilku miesiącach ponownie trafili na krzew tansae podczas polowania. Leżało pod nim kilka suchych liści. Jeden z nich przypomniał sobie, co wydarzyło się w czasie burzy. Podniósł jeden liść, wziął krzesiwo i podpalił go. Liść zaczął płonąć, a myśliwy poczuł ten sam zapach, co poprzednio. Pokazał swoje odkrycie kolegom. Naradzili się i postanowili zebrać jak najwięcej liści, aby sprawdzić, co można z nimi zrobić.

Wieczorem zaczęli próbować. Palili liście tansae w różnych naczyniach i różnymi sposobami. Żaden jednak nie dawał zadowalającego efektu. Dopiero po ponad miesiącu udało im się dojść do sposobu, który był wystarczająco dobry i jednocześnie prosty. Okazało się nim zawijanie pokruszonych lub posiekanych liści w świeży, długi liść drzewa haenno. Liście te są dosyć cienkie, pokryte lepkim syropem i, co najważniejsze, łatwo się palą nawet gdy są świeże.  Myśliwi nazwali ten sposób palenia ziela “kanime”, co pochodzi od słowa “kanise” [co znaczy “zwijać”].

Przekazali swoje odkrycie innym mieszkańcom wioski, a z biegiem lat zwyczaj palenia stał się powszechny w całym Cesarstwie i innych regionach Południa. W ciągu kilku wieków powstał konkretny ceremoniał palenia, podobny we wszystkich regionach. Zaczyna się od tego, że należy zebrać świeże liście tansae z lasu lub z własnej uprawy, jeśli ktoś takową posiada. Liście trzeba położyć obok domu, tak, aby słońce świeciło na nie przez jak największą część dnia, i przyłożyć kamykami albo pisakiem, aby wiatr ich nie zwiał. Po około dziesięciu dniach, kiedy liście już wyschną, zrywa się kilka liści haenno. Obydwa rodzaje liści zanosi się do kobiet, które przygotowują tansae i zwijają kanime. Wieczorem do domu przychodzą znajomi właściciela. Wszyscy wspólnie zasiadają przy domowym palenisku. Pani domu przychodzi z części kobiet i podaje każdemu ze zgromadzonych jeden skręt, po czym wychodzi. Pan domu bierze nasączone łuczywo, odpala je od paleniska i zapala swojego skręta, po czym podaje kolejnym, aby i oni mogli użyć ognia. Kiedy wszyscy już zapalą swoje ziele, zaczyna się rozmowa. Przy takich okazjach najczęściej opowiada się anegoty z życia lub szczere wyznania albo śpiewa specjalne pieśni na tę okazję, nazywane pieśniami kanime.

Możemy kiedyś zapalić kanime?

Teraz jeszcze nie, to tylko dla dorosłych. Kiedy już będziecie mieli własny dom, będziecie mogli zaprosić swoich przyjaciół na kanime. Bardzo wam to polecam!