Słyszeliście już kiedyś o podróży Płomienia Wschodu?
Nie, a kto to był?
Nie kto, tylko co. Płomień Wschodu to okręt. Służył przez lata handlarzom, którzy sprzedawali towary w Sapiarchacie Południa. Teraz już nie istnieje, a historia, która za tym stoi, jest jedną z moich ulubionych.
Opowiesz nam o tym?
Oczywiście! Było to trzy tysiąclecia temu, kiedy na Wyspach nie było jeszcze państw…
***
Hanthenvear, 1155 rok I Ery
Okręty kupieckie były zawsze dziełami sztuki, a Płomień Wschodu był z nich najdoskonalszy. Miał sto trzydzieści stóp długości i trzy maszty, a na każdym komplet żagli. Na dziobie zamocowaną miał rzeźbioną w drewnie głowę Kanae. Dołączenie do jego załogi było marzeniem każdego marynarza w Cesarstwie. Kapitanem Płomienia był stary Samsu a Dande, który przez ponad 120 lat pływał we flocie handlowej, a od czterdziestu dowodził. Cieszył się szacunkiem wśród załogi, wszyscy marynarze ufali mu bezgranicznie.
Pewnego wiosennego dnia Płomień Wschodu wyruszył z portu kupieckiego w stolicy, po brzegi załadowany towarem przeznaczonym do Portu Ojca. Warunki do żeglugi były idealne: dwadzieścia siedem węzłów wiatru z północy i niewielkie fale, dzięki czemu okręt mógł szybko przecinać zatokę. Większość załogi spała lub grała w gry pod pokładem.
Po trzech dniach drogi, kiedy widać już było przybrzeżne wyspy zwiastujące wejście do Portu Ojca, obserwator z dziobu podał, że na lewej burcie widać nieznany okręt płynący w podobnym kierunku, mniejszy od Płomienia. Wyglądał na statek kupiecki, jednak nie niósł bandery żadnego ze znanych państw ani innego znaku, po którym można by go rozpoznać. Kapitan nakazał jednemu z marynarzy obserwację i zalecił sternikowi dalsze trzymanie kursu.
Z każdą minutą drugi statek zbliżał się coraz bardziej. Nikt jednak nie umiał nadal stwierdzić, skąd pochodzi ani jakie ma zamiary. Niespodziewanie jeden z członków załogi pracujących akurat na pokładzie zameldował:
– Kapitanie, straciliśmy grotsztaksel!
Kapitan był zaskoczony sytuacją, jednak zareagował natychmiast:
– Alarm! Atakują!
Cała załoga natychmiast porzuciła wcześniejsze zajęcia i ustawiła się w gotowości na pokładzie. Po chwili drugi żagiel pękł, a jego fragmenty spadły na deski pokładu. Niektórzy z marynarzy zaczęli panikować. Kapitan zarządził zwrot przez sztag, aby zmienić kurs w kierunku północnym. Drugi okręt natychmiast zrobił to samo. Kapitan wiedział już, kim są ludzie z drugiego statku: ścigali ich piraci. Kazał więc postawić wszystkie żagle. Marynarze szybko wykonali polecenie. Wkrótce jednak okręt nie miał już kompletu ożaglowania – coraz więcej żagli rozpadało się, a fok się zapalił. Do kapitana przybiegł spanikowany pierwszy oficer. Przekazał mu kolejny meldunek:
– Oni mają ze sobą maga!
Kapitan nie wiedział, co odpowiedzieć. Po chwili zastanowienia orzekł:
– Jeśli mają tak silnego mistrza, to nie mamy żadnych szans. Musimy liczyć na szczęście.
Od płonącego żagla zapalało się coraz więcej części statku. W końcu fokmaszt złamał się i duża jego część spadła z hukiem do morza. Okręt zakołysał się, ale na szczęście utrzymał się w pionie. Wśród załogi wybuchła panika. Kapitan kazał odpaść tak, aby wiatr wiał z rufy, jednak niewiele to dało – płonęła już duża część pokładu i lin.
Kapitan nie wiedział, co czynić dalej. Niektórzy z marynarzy zaczęli skakać z burt, aby ratować życie. Stary Samsu poddał się i zaczął się modlić. Wokół niego szalał ogień. Nikt nie wie, co stało się dalej. Kapitana nigdy więcej nie widziano.
Trzeciego oficera Płomienia Wschodu następnego dnia znaleźli mieszkańcy na jednej z pobliskich wysp. Opowiedział o tym, co się stało. Historia wkrótce obiegła całe Cesarstwo. Wszyscy usłyszeli o końcu wielkiego Płomienia.
Gdzie można posiąść taką moc, jak ten mag?
Większość z nas ma dar kontrolowania magii, jednak niewielu decyduje się na to, aby go rozwijać. Wymaga to dużej dyscypliny i wiedzy, którą tylko magowie potrafią przekazać.
Naprawdę mamy taką moc?
Jest duża szansa, że tak, ale bez odpowiedniego przygotowania możecie najwyżej robić proste sztuczki. Na przykład taką.
Jak to zrobiłeś?
Pomyślałem o tym, że chcę stworzyć iskry, i je stworzyłem. Sami spróbujcie.
Łooo… Nie wiedziałem, że tak umiem.
Wszystkiego trzeba kiedyś się dowiedzieć! To zaskakujące, jak wielu rzeczy o samych sobie nie wiemy…