Południowa część Przylądka Edae, Królestwo Obojga Przylądków, rok 29 III Ery
Pięciu Ludzi Wschodu przebijało się przez las, pokrywający prawie całe Przylądki Edae i Arre, zwane razem Obojgiem Przylądków. Był to las wyjątkowy, inny, niż w całej Aedilër. Podstawę jego stanowiły olbrzymie drzewa liściaste. Stały w rzędach i szeregach tak równych, że można by z daleka wziąć je za wojsko gigantów ustawione przez jakiegoś niezwykłego generała, lub wieże miasta większego, niż jakiekolwiek znane ludziom.
Wśród drzew istnieje prawdziwa społeczność roślin. Od mnogości krzewów bogatych we wszelkie owoce i kwiaty, ziół, których barwa i zapach mieszają się w jedno, wyjątkowe doznanie, drzewek, które bezskutecznie marzą o wielkości, cichych grzybów, których domem jest szaroróżowa gleba, traw, które czasem ledwie pokrywają grunt, a czasem pną się ponad głowy przybywających, i porostów, które, choć żywe, wyglądają jak kamienny pancerz chroniący ten świat przed krzywdą, las nabiera wyjątkowego aspektu – wygląda jak obraz, ale nie scena bitwy czy życia ludzkiego, którą tak lubią przedstawiać artyści, a sztuka w pełni ekspresyjna, będąca raczej feerią barw i tonów, niż odbiciem jakiegokolwiek elementu rzeczywistości.
Ta społeczność jest domem dla drugiej, jeszcze bardziej żywej i różnorodnej. Zwierząt jest tu znacznie więcej, niż w północnych krainach Kontynentu. O ile na Północy, Wschodzie, Południu i Wyspach spotkanie ze zwierzęciem może być wyjątkowym doświadczeniem, tutaj trudno uniknąć ciągłego obcowania z nimi. Wśród ściółki liczne robaki i inne drobne istoty ziemne tworzą swoje ścieżki i tunele. Powyżej żyją stada łagodnych roślinożerców, czasem małych jak myszy, czasem wielkich jak woły, które wspólnie przemierzają gąszcz roślin w poszukiwaniu najlepszego pokarmu i wody, dzięki wielości jadalnych traw i ziół dostępując przy tym rzadkiego zaszczytu wyboru. Pomiędzy nimi krążą samotni łowcy, istoty, które natura zmusiła do walki o przetrwanie, która jednak przy wielkich areałach lasu i licznej zwierzynie nie jest szczególnie trudna. Z góry wszystkiemu przygląda się ptactwo. Jeśli bliżej się mu przyjrzeć i przysłuchać, okaże się, że jest to jedno wielkie plemię, może loża szyderców, które z wysokich koron drzew bezpiecznie prowadzi dyskusje o przywarach upadłych istot ziemi. I wszechobecne owady. Poruszają się bezustannie przez całą puszczę, w sobie tylko znanych kierunkach. Potrafią gromadzić się w chmary liczące nawet kilka tysięcy malutkich stworzonek. Wydaje się, że choć każdy pojedynczy organizm takiego roju nie ma myśli ponad pożywienie i rozmnażanie, ich kolektywna inteligencja bez problemów dorównuje człowiekowi.
Wśród wszystkich tych istot istnieje jeszcze jeden superorganizm, obejmujący sobą całą, wielką puszczę: mgiełka wilgoci, która ciągle, dzień czy noc, przenika powietrze i każdy organizm żyjący, od najmniejszych po gigantyczne.
Przez taką puszczę przyszło iść posłańcom ze Złotego Portu. W tym miesiącu to na nich spadła odpowiedzialność zaniesienia wieści gospodarczych i politycznych do kilku wiosek odciętych od świata przez lasy.
– W końcu. Widzę już zarysy budynków. To ostatnia wieś na liście, potem możemy wracać.
– O ile damy radę wrócić. W tym lesie nie tylko czyhają śmiertelnie niebezpieczne rośliny, zwierzęta, Carthan jedyny może wie, co jeszcze. Tutaj nawet pachnie śmiercią! Naprawdę boję się, czy kiedykolwiek dotrzemy z powrotem.
– Nie przesadzaj. Doszliśmy tu, dojdziemy i tam.
– Oby.
Poszli dalej w kierunku wsi. Za chwilę spotkali wysłanego przez mieszkańców zwiadowcę.
– Witaj, przyjacielu.
– Witajcie, od dwóch dni na was czekamy. Mówcie, co przynosicie tym razem.
– Paczkę depesz, którą wyjmiemy dopiero, jak zbiorą się mieszkańcy. I wieści.
– Jeśli macie wieści, to opowiadajcie!
– Król kazał obniżyć opłaty portowe, Południe obiecało zwiększenie transportów morzem.
– To chyba dobrze, bogate państwo to bogaci ludzie.
– Miejmy nadzieję. Poza tym, wybrano nowego Cesarza.
– W Revenith?
– Nie, w Envearze.
– Toż to dziura, której nazywanie cesarstwem uwłacza godności cesarskiej!
– Jeśli tak twierdzisz… A co się u was zmieniło?
– Oj, wiele spraw. Starzy poumierali, młodzi się pożenili, dzieci się porodziły. Miesiąc temu wybraliśmy Ginthara Serro na zarządcę. Dobry to sąsiad, na pewno sobie poradzi, a dużo nie musi robić, wszyscy umieją żyć w tym miejscu. Niczego nam nie brakuje.
Weszli do wsi. Czekało na nich kilkoro mieszkańców, reszta była w domach.
– Zwołam zebranie bliżej zachodu, na razie wiele ludzi pracuje – powiedział zwiadowca-przewodnik. – A teraz usiądźcie, odpocznijcie. Długa podróż za wami.
Przybysze poszli za jego radą. Znaleźli niedaleko zwaloną kłodę, położyli obok swoje pakunki, siedli i spojrzeli w przestrzeń. Pierwszy raz od wielu dni, wśród dźwięku kropel, szumu drzew, krzyku ptaków i ryku zwierzyny, poczuli błogi spokój.