Grenhand, 610 rok II Ery
Cała polityka Krasnoludów skupiała się wokół Cechów. To właśnie wielkie organizacje zawodowe kontrolowały wszelkie aspekty życia tego ludu – począwszy od otrzymania nazwiska, które nierozerwalnie związane było z zawodem, poprzez tworzenie prawa i przepisów obowiązujących w danej grupie, spisanych w Kodeksie, na sprawowaniu władzy sądowniczej skończywszy. Nad działaniem Cechu czuwał Komisariat – grupa pięciu najważniejszych członków, uzupełniająca się z własnej decyzji, ciesząca się niebywałym autorytetem. Ponad Komisariatami stały Nadkomisariaty i Wysoki Komisariat. Wyższe szczeble władzy miały przede wszystkim rozstrzygać wątpliwości dotyczące działania Komisariatów dzięki możliwości odwoływania ich decyzji. Na szczycie hierarchii stał Wysoki Komisarz, władca Krasnoludów, którego słowo było ostateczne.
Istotą każdego cechu było skupianie przedstawicieli jednej profesji. Miały one możliwość ustalania reguł etyki i zachowania dla jej przedstawicieli oraz nadzorowania awansu zawodowego. Każde dziecko nabywało wraz z urodzeniem godność Cechu swoich rodziców, otrzymując niejako przeznaczenie do wykonywania tożsamego zawodu. Zmiana decyzji była widziana niemile, ale prawnie możliwa i akceptowana. Wraz z przejściem, krasnolud otrzymywał nowe nazwisko, miejsce pracy i dom. Nie wolno było jednak dokonać zdrady Cechu, to jest porzucić profesji nie podejmując żadnej innej. Ktokolwiek tak zrobił, pozbawiany był majątku, tytułów i praw. Dla społeczeństwa przestawał istnieć.
Cech Verrohn, którego domeną było zarządzanie kopalniami, obliczanie ich finansów i ustalanie planów wydobycia, należał do najbardziej wpływowych. Choć nabywane przez urodzenie, nazwisko jego było dla krasnoluda nieledwie zaszczytem. Był to Cech bardzo hermetyczny – warunki przejścia były prawie nie do spełnienia, więc mimo chęci wielu mogło zapomnieć o pracy w zarządzaniu, ponieważ nie mieli właściwie postawionego ojca.
Endo aud Verrohn zdecydowanie wyłamywał się z tego schematu. Mówiono mu od najwcześniejszych lat, że pisane mu jest władać innymi, wziąć na siebie odpowiedzialność za działanie głównej gałęzi krasnoludzkiej gospodarki. On jednak, zamiast czuć dumę z pochodzenia i oczekiwać na władzę i zaszczyty, patrząc w swoją przyszłość, a właściwie jej wersję kreowaną przez najbliższych, widział jedynie pustkę i bezsens. Czuł, że musi pójść inną ścieżką, podążyć za głosem serca. Przepełniał go zew natury i przygody.
Pewnego dnia powiedział do ojca:
– Ojcze, wszyscy ludzie żyją swoim życiem. Dla jednych właściwą jest praca w kopalni, dla innych w warsztacie, dla pozostałych za pisarskim stołem. Ja jednak nie należę ani do jednych, ani drugich, ani trzecich. Wiem, że moim przeznaczeniem jest podróż, a prawdziwym domem droga. Bez pieniędzy, bez narzędzi, bez pamiątek, muszę wyruszyć przed siebie, ku wschodzącemu słońcu i wielkim górom. Liczę na to, że w dzikiej krainie odnajdę prawdę i siebie – skarb, którego nikt i nic nie odbierze.
– Synu, wiesz co robisz? Jeśli zdradzisz, nie będziesz mógł powrócić.
– Wiem. Jestem pewien, że to właściwa ścieżka.
– W takim razie, mimo wielkiego bólu, nie mogę Cię zatrzymać. Jeśli dorosłeś i odnalazłeś własną drogę, to jedyne, co zostaje, to nią podążyć. Nie wiem, kto lub co czuwa nad światem, ale co ma się stać, i tak się stanie.
Endo zebrał swoje rzeczy osobiste, otworzył drzwi i wyruszył. Ku przygodzie. Ku słońcu. Ku sobie.
Endo aud Noder. Endo ze Zdrajców. Ta obelga brzmi więcej niż dumnie.