Nadal pada. Przypomniałem sobie historię, którą opowiedział mi ojciec, kiedy byłem młodszy, niż wy teraz. On sam pamiętał ją z lat swojej młodości. To opowieść o dniu, którego nikt się nie spodziewał, a zmienił wiele w życiu prawie wszystkich mieszkańców Cesarstwa.
Co się wtedy stało?
Za chwilę się tego dowiecie. Wszystko zaczyna się w czasach nie tak dawnych, lecz jeszcze długo przed moimi narodzinami…
***
Hanthenvear, 14 rok III Ery
W porcie w stolicy jak zawsze panowała wrzawa, choć słońce wzeszło dopiero przed paroma minutami. Tragarze w pośpiechu ładowali towar na okręty, a kapitanowie poganiali załogę, aby mieć pewność, że będą mogli wyjść w morze o dogodnej godzinie. Handlarze biegali po kejach, licząc na to, że zdążą jeszcze sprzedać coś z wczorajszego towaru żeglarzom, a sprzedawcy z targowiska odbierali swoje towary, przede wszystkim świeże ryby.
Lekko różowe słońce stało nisko nad horyzontem, a nad wodą unosiła się delikatna mgiełka. Wszyscy żeglarze, zarówno ci, którzy ufali wróżbom i zapowiedziom kapłanów, jak i ci, którzy wierzyli jedynie własnym zmysłom, byli pewni, że warunki w Zatoce będą idealne do żeglugi.
Po niespełna godzinie wszystko było już gotowe. Pierwsze okręty zaczęły oddawać cumy i po kolei wchodzić do kanału, który wychodził wprost na Zatokę. Wkrótce cała reda Hanthenvearu wypełniła się okrętami z rzędami postawionych białych żagli. Przy sprzyjającym zachodnim wietrze jednostki mogły w pełni wykorzystać swój potencjał, więc poruszały się dosyć szybko. Cała grupa okrętów poruszała się w zasięgu wzroku, ponieważ prawie wszystkie zmierzały do Portu Ojca, a jedynie kilka miało płynąć dalej na wschód, do Księstw i Revenith.
Około południa na pokładzie Srebrnego Hasae nadano alarm. Nagła mgła spowodowała, że stracono z pola widzenia wszystkie pozostałe okręty. Wiatr z każdą minutą wiał coraz mocniej. Kapitan przejął dowodzenie i rozkazywał po kolei zrzucać żagle. Cały trud załogi i przytomność dowódcy nie były wystarczające. Coraz więcej fal przechodziło przez pokład statku, a niektóre z nich zrzucały żeglarzy z pokładu. Okręt z każdym uderzeniem fali przechylał się coraz mocniej w jedną bądź drugą stronę, aż w końcu jedna z fal położyła maszty na wodzie. Członkowie załogi w panice wyplątywali się z żagli i lin, a potem próbowali się chwycić czegokolwiek, co mogłoby uratować ich przed utonięciem w głębokiej wodzie.
Wieczorem wiadomość dotarła do Hanthenvearu. Ustalono, że co najmniej dwadzieścia okrętów wywróciło się lub zderzyło z innymi podczas nagłej burzy. Kobiety płakały w swoich domach i liczyły na to, że ich mężowie przeżyli, aby nie znaleźć się na skraju społeczeństwa. Handlarze zaczęli liczyć, jak duże straty w ludziach i towarze ponieśli. Wielu mieszkańców zaczęło panikować, ponieważ nie wiedzieli, co może oznaczać to zdarzenie.
Następnego dnia znaleziono pierwszych żeglarzy. Większość już nie żyła, ale nielicznym udało się pozostać przy życiu. Przez kolejne dni morze wyrzucało kolejne ciała. W Hanthenvearze straty poniesione przez handlarzy spowodowały kilkuletni okres niedostatku, podczas którego mieszkańcy tracili domy i często nie było ich stać na chleb.
Cesarz natychmiast nakazał przeprowadzenie śledztwa, aby ustalić, co wydarzyło się tamtego dnia. Mimo tego, że od tego czasu minęło ponad 200 lat, nie odkryto, co stało za tamtymi wydarzeniami. Jedni podejrzewają, że to zwykły sztorm, którego nie przewidziano na podstawie znaków na niebie, jednak wielu twierdzi, że stała za tym jakaś osoba… albo wyższa siła. Jaka była prawda? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy.